Relacja z wyjazdu Erasmus+ na Università degli Studi di Cagliari (Sardynia, Włochy). Kierunek: fizjoterapia, AWF Poznań, Wydział Kultury Fizycznej w Gorzowie Wielkopolskim.
Wyobraźcie sobie: pierwszy dzień we Włoszech, sala pełna ludzi, a dokładnie 525 osób. I wybrali nas na scenę, żeby zagrać Romea i Julię po włosku. W języku, z którego znałam wtedy dosłownie kilka słów. Obok mnie mój chłopak jako Romeo, który też dopiero zaczynał. Razem umieliśmy może „buongiorno”, „grazie” i „come stai?”. Nie pytajcie, co mówiliśmy, bo sami do końca tego nie wiemy
Tak zaczął się mój Erasmus w Cagliari. To jest już mój drugi Erasmus. Pierwszy był w Porto w Portugalii, a teraz poznaję życie studenckie na Sardynii. Każde miejsce jest inne, ale wszędzie najważniejsi są ludzie, których się spotyka.
Welcome Day
Wszystko działo się na wielkim Erasmus Welcome Day. Każdy dostał torbę powitalną z gadżetami, notesem i koszulką. Było dużo energii i mnóstwo ludzi z całego świata. A teraz zgadnijcie, z jakiego kraju było najwięcej Erasmusów?
Na pierwszym miejscu Hiszpania, a na drugim… Polska!
Jesteśmy wszędzie! Śmiechu przy tym przedstawieniu było naprawdę dużo. I ta historia żyje do dziś. Czasami jeszcze ktoś na uczelni mnie zaczepia i pyta, skąd mnie zna. I wtedy:
„Aaa, to Ty jesteś Juliet!”
Cittadella, czyli uczelnia jak małe miasteczko
Moja uczelnia nazywa się Cittadella Universitaria w Monserrato. „Cittadella” to po włosku małe miasteczko i tak to właśnie wygląda: wielki teren, ogromne budynki, a między nimi palmy. Żeby dojść z jednej sali do drugiej, trzeba się naprawdę nachodzić.
Pierwszego dnia od razu pomyliłam salę. Wpisałam swój kurs, znalazłam salę, usiadłam i dopiero później się dowiedziałam, że siedzę na wykładzie po włosku. Nie wiedziałam, że tutaj te same kursy są i po angielsku, i po włosku. Mój angielski kurs był w innej sali, więc miałam szybki sprint na drugi koniec budynku
Dlaczego się pocimy, dlaczego tyjemy?
Studiuję fizjoterapię, ale tutaj mam zajęcia razem ze studentami medycyny. Mam neurofizjologię, neuroanatomię, fizjologię i anatomię człowieka. Wykładowcy to profesorowie i naukowcy, i jak opowiadają, to jest naprawdę bardzo ciekawe.
Na fizjologii profesor ciągle pyta „dlaczego?”. Dlaczego w ogóle się pocimy? Dlaczego tyjemy? I tak dopytuje, aż dojdziemy do odpowiedzi. Dzięki temu człowiek nie uczy się na pamięć, tylko naprawdę rozumie.
Co mnie bardzo zaskoczyło, to jacy ambitni są tutaj studenci. Mamy wielką bibliotekę i w przerwie, po kawie i po lunchu, wszyscy idą do biblioteki się uczyć. Jest tam cisza i taka atmosfera do nauki, że samemu od razu chce się wyciągnąć notatki. Bardzo mi się to podoba.
Lunch dookoła świata
W mojej grupie są ludzie ze Sri Lanki, Francji, Japonii, Chin, Grecji, Polski i z wielu innych krajów. A moje ulubione momenty to przerwy lunchowe.
Często dzielimy się jedzeniem i każdy przynosi coś od siebie. Koleżanki ze Sri Lanki przyniosły ryż z indyjskimi przyprawami i to tak dobrze smakowało, że do dziś o nim myślę. Koleżanka z Japonii przywiozła japońskie słodycze, na przykład takie długie, słodkie paluszki. Też bardzo dobre!
A jak zostaje trochę czasu, to siadamy na podłodze i gramy w karty. Znajomi z Francji nauczyli nas nowej gry i teraz gramy w nią w przerwach
Czasem wystarczy jeden wspólny posiłek albo jedna partia kart, żeby poczuć, że mimo różnych krajów naprawdę dużo nas łączy.
Pizza, gelato i włoskie śniadanie
Na Sardynii jedzenie jest bardzo dobre. Mieszkam naprzeciwko pizzerii, a na mojej ulicy są cztery pizzerie. Cała ulica pachnie pizzą, więc jem ją mniej więcej co drugi dzień. Robią ją w dwie minuty, prosto z pieca, świeżą. Przepyszna! Nawet na pudełku jest napisane: sam czy w towarzystwie, byle była pizza Do tego oczywiście gelato, bo bez lodów we Włoszech się nie da. A rano prawdziwe włoskie śniadanie: cappuccino, cornetto z kremem i świeży sok pomarańczowy.